µBlog
14 grudzień 2011: Back from the grave
Ponoć życie zaczyna się po 40-stce, niemniej jak wszystkie znaki na niebie wskazują, w moim przypadku wygląda na to, że byt na ziemskim padole dobiega końca już po 30-stce :) Abstrahując jednak od Strasburgerowskiego humoru (bo ostatnimi czasy, takim właśnie mianem określono podobne sformułowania w moim wykonaniu) przyznaje szczerze, że widoczna od maja br. absencja nie ma nic wspólnego z miesięcznym, czy też letnim przebiegiem, a najbardziej prozaicznym z powodów, jakim niewątpliwie jest zmiana priorytetów.
Red Hot Chili Peppers - Give It Away
30 maj 2011: 30 - age limit
Pisze może ciut późno, niemniej maj był na tyle istotny, iż warto podsumować go ostatniego dnia miesiąca. Po kolei jednak, zacznijmy od rzeczy najistotniejszej, czyli faktu, że mam ... kurde ... 30 lat i nie jestem tym faktem zachwycony. Jak to w ogóle brzmi 30 - ot, pomimo młodego wyglądu nie mam aspiracji do bycia nazywanym nastolatkiem, ale z mianem dwudziestolatka kompletnie nie miałem ochoty się żegnać, a tu proszę, stary dziad, jaka lipa. Generalnie, informuje że czuję się z tym źle i nikomu nie polecam. Po drugie, zacząłem zdzierać klawisze laptopa, co spowodowało że postanowiłem zainwestować z zewnętrzną klawiaturę, a by uniknąć plątaniny przewodów USB na biurku wywaliłem również moją dotychczasową myszkę (RX-250), zastępując ją bezprzewodowym zestawem MK-320, wszystko rzecz jasna od Logitecha. Przyznam szczerze, że nie jestem w pełni usatysfakcjonowany z dokonanych zmian, choćby z powodu zbyt twardych przycisków w klawiaturze, podobnie jak kółka w gryzoniu, niemniej swoboda i masa przydatnych (w końcu) przycisków funkcyjnych dają nadzieję, że po jakimś czasie użytkowania (a co za tym idzie przyzwyczajenia się do nowych peryferiów) moja opinia na temat opisywanego sprzętu znacznie się polepszy. Nie omieszkam pochwalić się również, że nabyłem także kilka innych przedmiotów, a moja półka z płytkami znacząco się w ostatnich miesiącach rozrosła (również w sekcji BlueRay, za co gorąco dziękuję J.). Uchylając rąbka tajemnicy nie pominę faktu, że spędziłem kilkanaście godzin nad FinalFantasy XIII, ale szczerze powiedziawszy moje mniemanie o tej pozycji jest znacznie gorsze aniżeli opinia dotycząca w/w klawiatury. Ładna grafika, fajny system walki i tyle, fabularnie bez rewelacji, początek intrygujący, a później wieje nudą, poza tym zrobienie z tej gry kolejnego Tenchu kompletnie mi się nie spodobało, nie powiem, wcielenie się w wyrzutka jest nie głupim pomysłem, jednak idące za tym wykluczenie miast, sklepów i związanego z nimi przepychu jakoś mi psuję wizerunek serii. Gra jest piękna, ciekawa i zdecydowanie godna polecenia, bo ot tak i po prostu dobra, niemniej tylko dobra, a spodziewałem się rewelacji... Szkoda, choć z drugiej strony to tylko nakręca mnie bardziej na versus, który był i jest moim faworytem dla obecnej generacji. Wszak pracują nad nim ludzie odpowiedzialni za Kingdom Hearts i ta gra nie może się nie udać (co na chwilę obecną potwierdzają trailery)... Zanim się jednak ukaże postanowiłem, odłożyć 13-tkę na później i zająć się ciut starszymi pozycjami w postaci Chrono Trigger (którego męczę po raz -nasty z kolei i który jest niewątpliwie najlepszą grą jaka dotychczas powstała) oraz Wing Commander Prophecy (który zdetronizował Freespace na mojej prywatnej liście space simów - miazga a nie gra). Skoro już jesteśmy przy s-f to warto nadmienić, że widziałem w maju Władcy umysłów, świetnie zrealizowaną i trzymającą w napięciu ekranizację powieści P.K.Dicka, która zaspokoiła niedosyt po niewyczerpanym potencjale Zapłaty z 2003r, udało mi się także obejrzeć w końcu leciwą już Gattacę i przyznaję szczerze, że film całkiem zasłużenie zyskał sobie pozytywne opinie - świetny klimat, dobra gra aktorów i niebanalna tematyka, która podobać się może nie tylko fanom gatunku. Tyle w temacie rozrywki - czas na bardziej przyziemne sprawy... czyli praca, praca i jeszcze raz praca, choć ta z uwagi na spory zasób odłożonych i wykorzystanych w tym miesiącu nadgodzin kręciła się wokół spraw odmiennych niż zawodowe - w końcu zrobiłem masę mało interesujących rzeczy które odkładałem w sporym przedziale czasu (posprzątałem piwnicę, wyczyściłem instalację centralnego ogrzewania i takie tam nudziarstwa), dość mocno (czyli o dwa kolejne pomieszczenia) popchnąłem trzyletni plan remontowy, zająłem się także sprawami wymagającymi pilnej uwagi (jak renowacja bramy wjazdowej). Nie próżnowałem również w momencie, gdy udało mi się usiąść przy komputerze - łącznie z okresem przypadającym na drugą połową kwietnia liczba zmian wprowadzonych na obecną wersję PSEmu.pl przekroczyła granicę wyznaczoną przez moją trzyletnią aktywność na niniejszym serwisie. Również prace nad kolejną wersją portalu znacząco posunęły się do przodu, można wręcz zaryzykować stwierdzeniem, że uda się ją opublikować z okazji okrągłego jubileuszu strony. Cóż tu dożo pisać, działo się, można więc dojść do wniosku, że wraz z przekroczeniem magicznej trzydziestki stałem się marudny, wręcz nie do zniesienia, jak stary dziad, nie zmienia to jednak faktu że wciąż mam siły by zapierniczać na wysokich obrotach jak zdrowy, pełen sił dwudziestolatek, hehhehe :] I tym pozytywnym akcentem zakończę swoją dzisiejszą tyradę.Ocean - W piekle nie będę sam
7 kwiecień 2011: Small/Big Canon
Z okazji wydłużonego weekendu postanowiłem przybliżyć sobie temat konserwacji drukarek i na warsztat trafiła wysłużony, ciągle jednak w dobrym stanie IP2000. Jest to mała, zgrabna, atramentowa maszyna Canona, stworzona z myślą o postawieniu na biurku domowego zacisza. Brak tu jakichkolwiek wodotrysków, dupleksu, interfejsu sieciowego, czy nawet dedykowanych tuszy CMYK, niemniej i co za tym idzie, sprzęt ten wciąż godny jest z uwagi, a to ze względu na minimalne koszty eksploatacji - niby atramenty malutkie, jednak ich cena, oscylująca od 2 do 5zł za sztukę jest, cóż, w zasadzie bezkompromisowa. Wydawać by się mogło, że budowa tego typu urządzenia podobna jest do przysłowiowego cepa, niemniej nic bardziej mylnego, okazuje się bowiem, że pod kilkoma warstwami obudowy (zdejmowanie tejże przypomina obieranie cebuli) znajduje się naprawdę spora ilość elementów elektronicznych i jeszcze większa gromada mechanicznych trybików, dzynksów i sprężynek :] Wydawać by się mogło również, że przedmuchanie dwóch wężyków, wyczyszczenie kilku pięciu plastikowych elementów i wypranie czterech "pieluch" (tekstylne elementy do gromadzenia tuszu odciągniętego podczas czyszczenia głowic) nie będzie stanowić najmniejszego problemu, jednak i to stwierdzenie jest niezgodne z prawdą. Właśnie z tego powodu czytacie dziś te słowa - z perspektywy 6 godzin spędzonych nad drukarką, 4 prób poprawnego jej złożenia i wielu irytujących doświadczeń związanych choćby z: możliwością zaopatrzenia się w instrukcję serwisową jedynie w uproszczonej wersji, koniecznością rozłożenia wszystkiego na elementy pierwsze w celu dostania się do pieluch pod pompką, nieciekawym parkingiem karetki luźno opartym na prowadnicach i na dodatek z dwoma niemiłosiernie upierdliwymi sprężynkami mocowanymi od spodu, czy stosem malutkich elementów które banalnie pogubić... chciałbym z tego miejsca polecić konserwacje IP2000 osobom obeznanym w temacie lub/i miłośnikom puzzli w wersji ultra-hard :] Całej reszcie z czystym sumieniem polecam wizytę w profesjonalnym serwisie w celu zlecenia usługi konserwacji, tudzież czyszczenia stacji serwisowej (mycie parkingu, udrażnianie przewodów, pranie/wymiana pieluch) i twardego resetu urządzenia.Przy okazji informuję o kolejnej zmianie w dziale Portfolio, do którego trafił kolejny projekt mojego autorstwa.
Apocalyptica - Not Strong Enough feat. Brent Smith
20 marzec 2011: Power up
Dziwnym zrządzeniem losu, któremu ciężko przypisać jakąś konkretną przyczynę, udało mi się znaleźć w sobie nieodkryte dotąd pokłady energii i chęci, co z kolei owocuje kolejnym wpisem na blogu :] Co ciekawsze i bardziej istotne, dzisiejsza notka nie będzie kolejnym podejściem do przelewania wody na łamach niniejszej strony, co to to nie...
Snap - I ve Got The power
11 marzec 2011: Back to life
W dzisiejszej wiadomości chciałoby się nawiązać do któregokolwiek z rozpoczętych wcześniej, obiecanych gdzieś po drodze i pewnie zapomnianych przez większość z Was wątków, cały szkopuł jednak w tym, że tak w zasadzie to się nie chce :] Nie chodzi nawet o to, że jestem zagoniony, tak jak miało to miejsce w lutym, chodzi o to, że z powodu panoszących chorób, którymi najwyraźniej wszyscy chcą mnie usidlić w łóżku, czy to zbliżającej się i coraz bardziej odczuwalnej wiosny (ach to przesilenie) zwyczajnie na nic nie mam weny, sił, ani ochoty. Pozwolę sobie zatem w dniu dzisiejszym, zakomunikować jedynie (nie licząc przydługiego wstępu), że powróciłem do świata graczy... i może nie jest to jakiś spektakularny powrót, ale lista przetrzebionych tytułów powiększyła się ostatnimi czasy o: Final Fantasy 6 (wykończone po raz czwarty z kolei), Metal Slug 2 (nawet nie wiem które to podejście), Heavy Rain, Kirby - Nighmare in Dreamland; oraz całą serię Freespace... swoją drogą, w drugiej odsłonie, kompletnie nie starzejący się tytuł i niepodważalnego króla wśród space-simów ever. Aha, prawie bym zapomniał, wstawiłem brakujące [tu i ówdzie] linki do facebook`a... Tyle na dziś, wracam do grania ;)Soul II Soul - Back To Life
26 styczeń 2011: EoY Recapitulation
Witam wszystkich w nowym roku, dość standardowo, bo z niemałym poślizgiem, wciąż jednak całkiem serdecznie i wypadałoby rzec tradycyjnie. Tradycyjnie, gdyż zamiast nadganiać zaległości względem poczynionych wcześniej obietnic, chciałbym poświęcić dzisiejszy wpis na - i tu, znów to magiczne słowo - tradycyjny :] rozrachunek minionych dwunastu miesięcy. Nie będzie to zadanie proste, gdyż w świetle najbardziej istotnych wydarzeń 2010 roku, w zasadzie tragedii (trzęsienie na Haiti, kwietniowa katastrofa lotnicza, późniejsze powodzie, itd. itd.) jakie w mniejszym lub większym stopniu nas dotknęły, stwierdzenie, iż miniony rok był po prostu ok wydaje się mocno nieadekwatne. Powiem więc nieskromnie, że ubiegły rok był super, bo choć nic cudownego się w nim nie wydarzyło, to jednocześnie nie dotknęło mnie również nic złego, przez co mogłem poświęcić ten czas na spokojny powrót do pionu, tudzież mówiąc bardziej oficjalnym językiem - do odzyskania balansu fizycznego i co bardziej istotne równowagi psychicznej.Żeby jednak nie było tak kolorowo słów kilka na temat założeń których nie udało mi się zrealizować, czyli porażek. Nie kupiłem wymarzonego prezentu urodzinowego, bo nie było na to środków. Z tego samego powodu nie kupiłem 3 kolejnych konsol do kolekcji. Obyło się także bez łuku i powalacza. Mówi się trudno, może innym razem. Nie siedziałem nad nową wersją umierającego PSEmu.pl, home jak widać też ma zaległości, a dodatkowe projekty poza-zawodowe wydobyły się w ilości zbliżonej do mojego owłosienia na klacie, hehehe - nie było czasu, albo/i chęci. Cóż tak wyszło :]
Z drugiej zaś strony. Zacząłem remont, gigantyczny i całkiem udany, bo zamiast odświeżyć sobie pokój odwaliłem w tym temacie kawał przyzwoitej roboty o czym zresztą już wcześniej pisałem. Byłem znowu w Żywcu, znów było super więc i to zaliczam zdecydowanie in-plus. Coś tam udało mi się wydłubać, w tym kilka większych projektów zawodowych, z których kto wie zaczerpnę coś tworząc tylko dla siebie. Mam sporo nowych zabawek - uzupełnioną siódmą generację pod TV i kieszonkonsolę w plecaku :), skompletowane stereo nie najgorszej jakości, sprzęt komputerowy z wyższej pułki - zdecydowanie udane zakupy :] Moja kondycja ma się nie najgorzej, a przez cały rok nie chorowałem z czego jestem wręcz dumny! Co się z tym wiąże, wraz z powrotem formy fizycznej powraca do normy kondycja psychiczna. W dwóch słowach - jest dobrze :]
Co się zaś tyczy tego roku, to muszę przyznać szczerze, że w przeciwieństwie do lat ubiegłych, wraz z nadejściem 1 stycznia niczego sobie nie założyłem. Mogę więc tylko napisać gdyby udało mi się powtórzyć kilka wyczynów roku poprzedniego, a tym samym: wydłubać coś w odmęty internetu; znowu wyskoczyć do Żywca; mieć kasę na zakup zabawek oraz w ogólnie pojętym zdrowiu i zadowoleniu patrzeć jak wszystko wokół układa się satysfakcjonujący mnie sposób. Wam zaś z kolei życzę w tym roku spełnienia Waszych oczekiwań, tych najprostszych i najbardziej skrytych.
Stone Sour - 30/30-150

