µBlog - 2008 r.
21 grudzień 2008: h0rsesh!t
Czasem pytania te słyszę z ust innych, a czasem sam się zastanawiam - czemu buduje mur, zamykam się w pancerzu gburowatości, zachowując się przy tym jak ostatni dupek? :] Cóż, chyba znam odpowiedź - to dzięki chwilom takim jak ta, gdy wszystko wkoło odwraca się przeciw Tobie, wystawia pośladki i wbija nóż w plecy, plując przy tym prosto w twarz. Wydawać by się mogło że to niestworzona sytuacja, nierealna w swym skomplikowaniu - nic bardziej mylnego, to tylko życie. Z braku lepszego pomysłu odwracam głowę gotowy przyjąć kolejny cios, uśmiecham się czulę i wystawiam środkowy palec z przekonaniem że prędzej czy później znów dźwignę się na nogi, możliwe iż zmieniony na gorsze, zimny, przepełniony goryczą, lecz wstanę. Z braku ochoty na ...hmmm... cokolwiek, w tym również dalsze wywody, sucho informuję że w dzisiejszej aktualizacji odświeżyłem zawartość działów Portfolio oraz Gameware... a na koniec, profilaktycznie [bo może się okazać, że to ostatni nius w tym roku] wraz z artystami polskiej sceny disco-polo (film do obejrzenia po kliknięciu w powyższy obrazek) chciałbym wszystkim złożyć najlepsze życzenia świąteczne.Limp Bizkit - Break Stuff
02 grudzień 2008: Correction
Biorąc pod uwagę fakt, że niniejsza strona powiązana jest w dużej mierze z zawodową sferą mojego życia nie byłem, nie jestem i pewnie nie będę na jej łamach zbyt wylewny w kwestiach prywatnych. Jednakże skoro w takim właśnie temacie została zacytowana z podaniem źródła to uważam za stosowne zamieścić sprostowanie względem zarzutów jakie w moją stronę skierowano. Tak więc, informuję wszystkich zainteresowanych, iż ogół materiałów i opinii tu zawartych, dotyczą mojej i tylko mojej osoby, co odnieść należy również do całości wypowiedzi w Blogu z szczególnym uwzględnieniem ostatniego wpisu.
Scars On Broadway - They Say
30 listopad 2008: Crossroads
Choć nie uważam się za fana zespołu Apocalyptica, w przeciągu kilku ostatnich tygodni wewnątrz czaszki wciąż brzęczy i rozbrzmiewa ich I Don't Care. Może z uwagi na fakt, że utwór ten często gości na antenie Eski Rock i Antyradia, może ma na to wpływ gościnny występ Adama Gontiera, którego bardzo cenię w oryginalnym brzmieniu Three Days Grace, a może to z powodu samej piosenki, która w dosadny sposób oddaje to, co czuje w głębi...I try to make it through my life.
In my way, there's you
I try to make it through these lies.
And thats all I do.
Just dont deny it
Dont try and fight this
and deal with it
and thats just part of it.
If you were dead or still alive
I dont care, I dont care
Just go and leave this all behind
'Cause I swear (I swear)
I dont care
... gniew i złość wywołane rozczarowaniem, upartą chęć odrzucenia w niepamięć ostatnich dwóch miesięcy i zaszyte głęboko, podkreślone delikatną nutą melodyjną przekonanie, że to w zasadzie g**** prawda. Cóż, życie, było minęło, trzeba zrobić krok naprzód zamiast patrzeć z żalem w przeszłość ... więc.... Koniec ckliwości, zapuszczam Drowning Pool, agresor mode: on i pozwalam by wrząca w żyłach furia wypaliła pozostałą resztkę uczuć.
In my way, there's you
I try to make it through these lies.
And thats all I do.
Just dont deny it
Dont try and fight this
and deal with it
and thats just part of it.
If you were dead or still alive
I dont care, I dont care
Just go and leave this all behind
'Cause I swear (I swear)
I dont care
Drowning Pool - Bodies
11 listopad 2008: Shox
Nie pomyślałbym, że wyprowadzając samochód można wpaść w głębokie zakłopotanie, czy nawet szok... a jednak w dniu wczorajszym tak właśnie się stało, gdy wyprowadzając cztery kółka ujrzałem w skrzynce na listy szarą kopertę upchniętą na chama do połowy blaszanej puszki. Wpierw gniew - no przecież zabiję tego **cenzura** listonosza jak mi coś uszkodził, później zdziwienie - jest za wcześnie by coś już do mnie dotarło, gdy się okazało że to jednak moja paczka nastąpił szok spowodowany poniższym:
Slipknot - Psychosocial
08 listopad 2008: Panta chorei
... a w zasadzie Panta rhei kai ouden menei, bądź - biorąc pod uwagę zdolności lingwistyczne co poniektórych - wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo. Te ponadczasowe słowa Heraklita z Efezu cytuję dziś w odniesieniu do strony, na której aktualnie gościcie i która to [o zgrozo] zawiera sporo informacji sprzed 19 miesięcy. Czas więc najwyższy poprawić ten uszczerbek, w związku z czym zamieszczam kilka zmian w kodzie oraz aktualne informacje na stronach: Software, Winware i O autorze.Jason Mraz - I'm Yours
11 październik 2008: Feminizm XXI w.
Zabierałem się kilkakroć za napisanie tej wiadomości, starając się ubrać wpis w górnolotne słowa i poważną terminologię. Nie wyszło, napiszę więc wprost - nie lubię kobiet. Uważam, że są gorsze od mężczyzn - podobnie jak my traktują płeć przeciwną przedmiotowo, przywiązują uwagę głównie do wyglądu, starają się zmienić partnera wedle własnych upodobań, a wszystko to ubierają w stek bzdur wyjętych wprost z kolorowych czasopism. Termin "męska świnia" utracił dla mnie znaczenie, bo czymże on jest w ustach kobiety, która ugania się za wypudrowanym, plastikowym facetem niczym lud pracujący PRLu za mięsem na kartki. Samotność przepadła zatracona w elektronicznych znajomych, złudnych wymówkach opartych na iluzorycznej wolności i niezależności oraz równie pustych słowach-substytutach pokroju singielka. Niezrozumiałym jest dla mnie także fakt, że dla wielu kobiet zadbany facet to zniewieściały laluś regularnie odwiedzający solarium i kosmetyczkę, z czcią stosujący krem na noc i na dzień, podkład wyrównujący i fluid, balsam po kąpieli i pięć kilo innych kosmetyków. No i czemu ma to służyć - z pustego naczynia nie nalejesz, tak - będziesz mieć satysfakcję, tak - pochwalisz się koleżanką... w finale jednak i tak - sprawa skończy się na sali sądowej. Rozwód w wieku 25 lat, śmieszne, niestety coraz częściej prawdziwe. Czemu kobiety są tak puste i (z braku lepszego określenia napiszę wprost) głupie?
Duffy - Mercy
06 październik 2008: The Riddle
Co to jest - czarne, duże, masywne i robi dużo hałasu? Zanim komukolwiek wpadną do główki rasistowskie skojarzenia, szczególnie te, związane z ludzką anatomią... podpowiem, że chodzi o materię nieożywioną, rzecz, którą prócz dwóch innych zabawek obiecałem sobie sprawić w tym roku. Bez dalszego przeciągania, rozwiązanie zagadki, oto i on...
P.O.D - Alive
24 wrzesień 2008: Dzieci wojny ;]
Lubię wrzesień - kolejna rocznica wybuchu IIWŚ; miesiąc, w którym (o ironio) wracamy do szkoły, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Walki z Analfabetyzmem i rocznicę urodzin Lecha Wałęsy; za oknem plucha, przejmujący ziąb oraz atak wirusów wszelkich, a spore grono osób, jak na złość musi obchodzić urodziny.
"...i jeszcze jeden, i jeszcze raz..."
30 sierpień 2008: Jubileusz PSEmu.pl
Kolejną, sierpniową kwestią, o której koniecznie należy napisać były szóste urodziny PSEmu.pl - zaznaczyć należy wyjątkowe, bo pomimo kilku wiadomości na gg obyło się bez towarzyskiej wymiany uprzejmości, życzeń, czy znanych z rodzinnych imprez całusów w policzek i poklepywania po plecach, wyjątkowe bo powyższe zjawiska socjalne zastąpiło spotkanie grupy zarządzającej. Schadzka skromna (kilka puszek, kilka butelek i coś na ząb), w zasadzie kameralna (bo ten na wesele jedzie, tamten nad morzem siedzi z kobietą, a inni kokosów szukają za granicą) czy pozbawiona orgii i ekscesów (kultura wszak musi być)...
Fall Out Boy - Beat It
29 sierpień 2008: Canon A590 IS
Oj, działo się w sierpniu, działo... a na dodatek wymieniłem wysłużonego Olympusa na tytułowego Canona, dzięki czemu we wpisach częściej zagoszczą graficzne ilustracje myśli, zdarzeń i natury nieożywionej. Zanim jednak przejdę do miesięcznego raportu kilka słów na temat samego aparatu. Tytułowy Canon A590 IS to kompakt z średniej półki, który za niewielkie pieniądze oferuje 8MPixelową matrycę, 4-krotny zoom optyczny, stabilizację obrazu, przyzwoitą pracę w trybie automatycznym i manualnym oraz kilka bajerów takich jak choćby wykrywania twarzy/ruchu czy bezprzyciskowy piwot zdjęć na podglądzie.
Three Days Grace - Animal I Have Become
13 lipiec 2008: RR part #1
RR – Rollerblades Raport, czyli raport z placu jazdy na rolkach. Co prawda, przez wzgląd na niedawną przesiadkę z ośmiu na cztery kółka częstotliwość jazdy na tym pierwszym znacznie się zmniejszyła, aczkolwiek poczyniłem pewne postępy i dokonałem pewnych spostrzeżeń, którymi podzielę się w dzisiejszej wiadomości. Pierwsza i najważniejsza wiadomość, wciąż żyje, a wszystkie kości są w jednym kawałku, więc nie jest źle. Po drugie należy wspomnieć, że jazda na kacu osobno jak i w kombinacji z mocno rozgrzanym asfaltem nie jest dobrym pomysłem – no chyba że ktoś masochistycznie lubi ćwiczyć upadki. Tyle ze złych wieści, czas na dobre – potrafię skręcać w obie strony, hamować i wytracać prędkość przy zjeździe z górki :] Wspomniane manewry są jednak odgórnie ograniczane – zły stan nawierzchni na której obecnie ćwiczę uniemożliwia użycia dołączonego hamulca [pierwsza, lepsza dziura i zarzuca], więc pomimo wielu prób byłem zmuszony nauczyć się hamować przez obrót. Z tego samego powodu nie potrafię wykonać skrętu równoległego czy przekładanki – naprzemienna jazda na przeciwległych krawędziach po nierównym terenie usianym dziurami i piachem nie kończyła się najlepiej, za to całkiem nieźle wychodzi mi skręcanie typu A, z wyciągniętą nogą bądź na jednej kończynie z ew. podpórką drugą w celu zmniejszenia powierzchni skrętu. W końcu z konieczności [„Karol, weź do mnie podjedź, muszę koniecznie z Tobą pogadać”] zaliczyłem swoje pierwsze wzniesienie (nie mylić ze szczytem :) – pod górę nie było źle, natomiast w drugą stronę kompletnie niekolorowo. Na szczęście szybko załapałem, że zjazd tzw. slalomem doskonale ogranicza prędkość dzięki czemu bez większych przeszkód można spokojnie dotrzeć do podstawy zniesienia... no chyba że przeszkoda na dwóch lub czterech kołach przetnie nam drogę w międzyczasie :DNo i to byłoby na tyle. Uradowany z obecnego stanu rzeczy chciałbym zadedykować tego niusa najlepszemu kumplowi z biustem, zarazem wspaniałemu przyjacielowi, a w zasadzie przyjaciółce, a na dodatek pominiętej dotychczas czytelniczce tej strony - Zuzi.
T.Love - Brutalna Niedziela
28 czerwiec 2008: Protector wars
Kupiłem PDA i byłby to koniec historii, gdyby nie fakt, że z zakupem palma wiążą się inne wydatki. Zapasowe piórko, futerał, akcesoria samochodowe itd. itp. W zasadzie temat nie godny poruszenia, bo podobnie do zakupu samego urządzenia, każdy jest w stanie dobrać akcesoria do nabytego modelu lub/i własnych upodobań. Proste? Nie do końca, bo jak to w życiu bywa szkopuł tkwi w szczegółach, a dokładniej w folii chroniącej ekran. Jest tego tyle na rynku, że naprawdę ciężko coś wybrać. Nie uogólniam, osobiście miałem problem z wybraniem ochrony, dlatego też postanowiłem kupić dwa jej rodzaje, sprawdzić i przedstawić Wam wyniki moich doświadczeń – a nóż widelec ktoś uzna je za pomocne.Przejdźmy do rzeczy – wiedziony owczym pędem kupiłem krojoną na potrzeby mojego palma folię poliwęglanową oraz zachwalaną przez wielu Brando Protector Plus. Oba przedmioty dotarły tego samego dnia więc na bieżąco i w zasadzie jednocześnie wypróbowałem oba protektory, brando na świeżutkim Mio, poliwęglan na starym i jarym Siemensie C65 oraz iriverze. Opis zacznę od tego drugiego.
Folia poliwęglanowa przybyła do mnie w najzwyklejszej kopercie i foliowej torebce, a to już świadczy o jakości tego towaru, nie żebym był sceptyczny, ale pchnięty takimi czynnikami i [nie ukrywam] strachem przed uszkodzeniem nowiusieńkiego palmtopa, postanowiłem ją zaaplikować na starsze urządzenia, o czym zresztą pisałem powyżej. Wyciąłem więc skrzętnie kawałki pasujące do w/w urządzeń i wziąłem się za klejenie wg. dostarczonej instrukcji. Z uwagi na niewielkie rozmiary klejenie nie sprawiało problemów – trzymając jedną krawędź, dociskałem drugą uważając by po drodze nie powstawały bąble powietrza. Po założeniu otrzymałem na ekranie śliczną, lśniącą powierzchnię przypominającą glare znany z matrycy laptopów. Co ciekawsze właściwości folii, które znajdziecie w opisach aukcjach są prawdziwe: (a) klej jest niewidoczny i nie pozostawia śladów po zerwaniu ochrony (b) folia rzeczywiście maskuje rysy, aczkolwiek jest to najbardziej widoczne przy włączonym wyświetlaczu oraz wynika [jak mi się zdaje] z lekkiego przyciemnienia jej powierzchni, (c ) która jest swoją drogą klarowna i nie utrudnia w żadnym stopniu czytelności ekranu, (d) a dzięki dużej twardości i dobrej przyczepności zdecydowanie chroni powierzchnię wyświetlacza. Nie podniecajcie się jednak, powyższe zalety jednocześnie stanowią wady opisywanego rozwiązania: (a) mocny klej dobrze trzyma folię co jednocześnie uniemożliwia jej bezproblemowe zdjęcie (b) do tej czynności należny użyć sporo siły, wiec racjonalna jest obawa o uszkodzenie wyświetlacza, szczególnie dotykowego (c) warto też wspomnieć, że zrywanie jest równoznaczne z zakończeniem żywotności folii (d) wysoka twardość poliwęglanu, połączona z lśniąco powierzchnią skutecznie odbija światło, więc nawet pomimo przyciemnienia sprawia że w jasnym oświetleniu możemy używać ekranu jako lustra, a antyrefleksyjne właściwością są właściwie niezauważalne (e) co więcej wspomniana śliskość czyni materiał niezwykle śliskim, przez co rysik zachowuje się na nim niczym przysłowiowa cegła na lodzie (f) w dodatku pozostawia nieestetycznie wyglądające ślady. Jak widać wad jest więcej niż zalet.
Przejdźmy do drugiego przypadku - Brando Protector Plus. Folia dedykowana urządzeniom PDA: (a) elektrostatyczna więc zakładanie przypomina zabawę z magnesem i co niezmiernie ważne czyni ją materiałem wielokrotnego użytku (b) o matowej, klarownej i antyrefleksyjnej powierzchni, dzięki czemu nawet w jaskrawym oświetleniu powierzchnia wyświetlacza jest bardzo czytelna, (c) co więcej folia jest lekko porowata i ma właściwości antystatyczne, nie ma więc obawy o osiadający kurz, a pisanie rysikiem staje się bardzo przyjemne i nie tworzy rys. Hmmm, jakieś wady? Na chwilę obecną przyczepić się mogę jedynie do tego, że podczas gdy zewnętrzna powłoka odpycha kurz, to wewnętrzna [ta łapiąca ekran] go przyciąga, więc należy uważać by przy zakładaniu nie trafiły tam drobinki białego puchu czy włosów, bo jest to równoznaczne ze zdjęciem folii, jej myciem, suszeniem i powtórnym zakładaniem. Więcej grzechów nie pamiętam.
Reasumując oba typy folii są warte uwagi, tani poliwęglan z uwagi na walory wizualne, wytrzymałość i toporność materiałów stosowałbym do sprzętu pracującego w trudnych warunkach [choćby telefonów biwakujących w torebkach i kieszeniach], natomiast w przypadku delikatniejszego sprzętu z ekranami dotykowymi [tu mam na myśli PDA i pochodne] trzymałbym się sprawdzonego rozwiązania czy markowych folii elektrostatycznych. W razie pytań do tekstu proszę o kontakt drogą mailową.
bLiNd - JENOVA Celestial
09 czerwiec 2008: Summertime thoughts
Poniżej kilka nieuczesanych myśli, obijających się ostatnimi czasy po noszonej na szyi kapuście :]Komary, a sprawa papierosów: Komary lubią ciepło. W moim pokoju szczególnie upodobały sobie górną cześć obudowy laptopa, na której wygrzewają swoje chitynowe odnóża. Leżakujące na płaskiej, pozbawionej przycisków i newralgicznej na dotyk powierzchni owady stanowią łatwy cel dla kontrataków. Wniosek - to co lubimy, najczęściej nas zabija, czas rzucić palenie :]
Pytania retoryczne, a strajk pocztowców: Dlaczego stosownie oznaczony i skrzętnie zapakowany w solidne pudełko oraz całe pokłady folii bąbelkowej dysk twardy dotarł do kumpla w stanie rozkładu, podczas gdy tuż przed wysłaniem pracował bezproblemowo? Sprawa druga, czemu przesyłki priorytetowe często docierają do mnie po 12 dniach, podczas gdy termin ich dostarczenia to 48 godzin? Podwyżki dla pocztowców? Raczycie kpić.
Nauka chodzenia: Kupiłem rolki. Po pierwszej godzinie nieporadnych prób jazdy na wspomnianym sprzęcie nie mogę ruszać szyją i diabelnie boli mnie kość ogonowa. Przyczyna typowa - twarde, bardzo nieprzyjemne lądowanie tyłkiem na betonie i zgrzyt w kilku częściach kręgosłupa. Wniosek - ochraniacze na łokcie, kolana i nadgarstki są kompletnie nieprzydatne, natomiast ktoś zdecydowanie powinien zając się produkcją osłon na przysłowiowe cztery litery.
MC Hammer - U Can't Touch This
05 maj 2008: Anniversary #3
Od wieków problem czasu dręczył filozofów, pisarzy, zegarmistrzów, literackich bądź filmowych twórców science-fiction, czy młodzież odliczającą minuty jakie dzielą udrękę szkolnych tortur od błogiej wolności czasu wolnego. Patrząc w lustro, czy to namacalne czy wyimaginowane zwierciadło swojej osobowości doszedłem do wniosku, że tipsy czasu pozostawiły jedynie niewielkie zarysowania na moim ja, jako ze na swój wiek kompletnie nie wyglądam, a tym bardziej się nie czuję. Nie zmienia to faktu, że w dniu dzisiejszym zegar życia uparcie oznajmił mi "Wybiła Twoja godzina. Masz 27 lat. Stara dupa jesteś" :] Cóż ja mogłem mu rzec: "Eeeee tam, cicho być" :] ... resztę pozostawiam bez komentarza.Na zakończenie dzisiejszego chciałbym poruszyć dwie kwestie: (1) Wszystkim zainteresowanym serdecznie dziękuję za pamięć i życzenia (2) Ostatnie pięć niusów chciałbym zadedykować Michałowi M., wydawać by się mogło jedynemu czytelnikowi tej strony :D
Mary J Blige - Just Fine
04 maj 2008: Big baby
Nawiązując do poprzedniego wpisu, chciałem jeszcze poinformować, że z okazji roku pracy w Alisonie wziąłem sobie kilkudniowy urlop :] który w połączeniu z długim weekendem wywołuje 9 dniową absencję. Natomiast w odpowiedzi na przesyłanie różnorakimi drogami pytanie 'co robisz w długi weekend?' pragnę poinformować, że robię remont :D W tej konwencji chciałbym rozszerzyć dzisiejszy temat, gdyż doszedłem ostatnio do wniosku, że jestem tzw. wielki dzieciuch... a to z kilku powodów: (a) chwalę Boga za jedzenie z pudełka, bo ledwo coś ogrzeje, a gotować kompletnie nie umiem (b) podobnie jak wielu innych rzeczy charakterystycznych dla tzw. dorosłych (c) lubię się śmiać, również z rzeczy głupich i kompletnie nieśmiesznych co wywołuje zazwyczaj komentarz pt.: 'jesteś wariat', albo co gorsze 'bądźże poważny' (d) cytując mojego dobrego znajomego [pozdrawiam Michale] uważam że kobiety nadają się tylko do bycia mamą, ew. żoną... czyjąś :] (e) od zobowiązań typu zaręczyny, tudzież ślub trzymam się z daleka [no bo niby z kim, no i niby po co?] (f) co zauważyłem ostatnio i temu w zasadzie ma służyć ten wpis – lubuję się w dziecinnych zajęciach. Przykład nr1 – lubię grzebać w ziemi, co prawda wyeksmitowałem się już z piaskownicy, aczkolwiek z roku na rok zacięcie do babraniny w brudzie rośnie. Cztery lata wstecz posadziłem swoje pierwsze drzewko, się przyjęło, dwa lata temu posadziłem więc 3 latorośle, natomiast w tym roku przesadziłem (dosłownie i w przenośni) aż 15 owoców swojego lenistwa (bo rezultat rzucania różnorodnych nasion/pestek za okno trudno jest sadzonką nazwać :). Zaznaczyć również warto, że równie pozytywnie podchodzę do podlewania, przycinania i rozmowy z moimi maleństwami, a z ogrodnictwem mam tyle wspólnego co z gotowaniem. Kolejny książkowy przykład – pędzel, nie wiem ilu z Was ma duszę artysty, ja z pewnością jej nie mam, gdy przychodzi do stworzenia laya, a dzień jest jałowy to prosta czynność wykonania szablonu graficznego potrafi mi zając nawet tydzień. Na szczęście do malowania ścian żyłka artysty nie jest potrzebna, kupić farbę i barwnik(i), wszystko dokładnie wymieszać, włączyć radyjko, pędzel w dłoń i jazda – ubaw po pachy, mówię Wam serio. Czyż to nie jest zabawne, jak proste, wręcz dziecinne czynności mogą sprawić radochę takiemu staremu koniowi jak ja, hehehe :DParamore - Misery Business
03 maj 2008: Anniversary #2
25 kwietnia br. minął rok od kiedy zacząłem pracę w Alisonie, dlatego też dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić temu właśnie zagadnieniu. No dobra, skłamałem – rocznica jest dobrym pretekstem do napisania kilku zdań, ale prawdziwym powodem ich powstania jest fakt, że pomimo swojej zrzędzącej, marudzącej i narzekającej natury, gdzieś tam w głębi lubię to czym się obecnie zajmuję zawodowo. Wracając do tematu, jak w przypadku każdej innej tak i w mojej pracy są złe chwile: klienci dają w kość tak że chce się jednego z drugim ustawić pod ścianą i wbić na pal, gdy ma się coś popsuć to w 80% przypadków dzieję się to w najgorszym z możliwych momencie, nie wysypiam się, pieniędzy mogłoby być więcej itd. itd. Skrywając jednak tą całą zrzędliwość i patrząc realnie na problem dochodzę do wniosku, że dobrze jest - wszak nie wszyscy mają: komfort dobrych relacji z współpracownikami i co ważniejsze, z szefostwem; zadowalającą pensje (no co? nie ma rewelacji, ale źle zdecydowanie nie jest), no i oczywiście pracę, która pozwala się realizować podążając wybraną i wyuczoną ścieżką. Reasumując: jest dobrze, jestem zadowolony i z czystym sumieniem mogę dziś podziękować mojemu szefowi, Panu Krzysztofowi za zaufanie, szansę i możliwości wykazania się oraz mojej najulubieńszej Pani Agacie za to, że mogę na nią liczyć. Dziękuję.Foo Fighters - The Pretender
02 maj 2008: Ave FreeDNS
Po nadmienionej ostatnim razem operacji rejestrowania domeny wynikły pewne problemy, a mianowicie głowiłem się usilnie w jaki sposób podzielić usługę tak, by główna strefa (motkar.pl) wraz z nieokreśloną pulą subdomen do późniejszego wykorzystania znalazła się na moim nielimitowanym koncie, podstrefa home.motkar.pl była przypisana do konta www w alpha.pl, a subdomena tajemnica.motkar.pl została wydelegowana do mojej domowej sieci 'wiszącej' na zmiennym IP. Zanim jeden czy drugi administrator krzyknie – banał – chciałbym zwrócić uwagę na kilka faktów:a) na alphie nie mam dojścia do DNSów.
b) na nielimitowanym koncie delegacja przebiega w sposób automatyczny – co gorsza Plesk przy dodaniu (sub)domeny sam uzupełnia rekordy i nie ma możliwości ich późniejszej edycji.
c) nie mam siły się prosić admina o zmiany za każdym razem gdy chcę coś poprawić (bo to trwa, w przypadku nielimitowanego konta czasami bardzo długo).
d) pytanie typu 'Czy byłaby możliwość udostępnienia konfiguracji DNS przez SSH lub skrypty umieszczone na www?' ze względu na charakter obu kont nie mają najmniejszego sensu.
Więc co pozostaje? Oczywiście, że google i grupy dyskusyjne :] Kilkanaście minut i problem rozwiązany... a to za sprawą hostowanej na warszawskiej SHG usłudze FreeDNS, dzięki której w sposób prosty łatwy i przyjemny można sobie dowolnie rozporządzać posiadaną domeną. Cóż więc mogę rzec na zakończenie – jeśli ktoś boryka się z podobnymi problemami gorąco polecam opisywany FreeDNS.
Mindless Self Indulgence - Bomb This Track
01 maj 2008: Anniversary #1
Dawno się nic nie działo, oj dawno, a może i działo tylko, że z tych czy innych powodów [nie oszukujmy się, głównie z lenistwa] nie umieściłem informacji na blogu. A więc po kolei: marzec – miesiąc wycięty z życiorysu, najpierw rozchorowałem się ja, a później bliskie mi osoby, więc jeśli nie leżałem w obłożnie chory w łóżku to nadrabiałem zaległości w pracy, jak nie nadrabiałem zaległości zawodowych to sterczałem przy łóżku innych, kurujących się osób. Mniejsza, bo jak wspomniałem wcześniej cały marzec to porażka.Kwiecień - tu się akurat trochę wydarzyło, poznałem sporo ciekawych ludzi, podniosłem kwalifikacje zawodowe na tzw. 'robotach wyjazdowych', wprost proporcjonalnie do kwalifikacji urosła moja niechęć do wszelkiej maści telefonistów [co za: rozleniwiony, nieporadny, robiący wszystko na odpie*** się i pozostawiający za sobą gigantyczny bałagan gatunek ludzi... i nie mówię tu tylko o przedstawicielach telekompromitacji polskiej]...w końcu w miesiącu kwietniu obchodziłem dwie rocznice, którym to poświęcę kilka najbliższych wpisów.
Pierwsza z nich związana jest z... stroną którą właśnie czytacie. Tak jest, motkar productions, a tym samym mój skromny site domowy ma już roczek, a w zasadzie miał 15 kwietnia :] Co gorsza prawie przeoczyłem opłatę konta na kolejny rok, więc by uczcić opisywaną rocznicę oraz wynagrodzić stronie zaniedbania ;] postanowiłem zrobić kolejny krok i wykupiłem własną domenę. Sama rejestracja nie stanowiła problemu; zgłosić, wpłacić niecałe 20zł (wiem, że dużo, ale zwróci się przy przedłużeniach za ~80zł brutto) i po krzyku... natomiast konfiguracja to już inna bajka bo domena jest zaparkowana na kilku (obecnie 4) maszynach, ale o tym z racji dużej objętości napiszę następnym razem. Tak czy siak, oprócz domyślnego adresu (motkar.alpha.pl) strona 'motkar productions' dostępna jest obecnie pod adresem home.motkar.pl do którego dostaniecie się również wpisując w przeglądarkę znany większości adres motkar.bbs.pl oraz (www.)motkar.pl ... Z innych zmian – umieściłem na stronie nową, tudzież aktualną fotkę :]
Shaggy - Intoxication
17 luty 2008: Gdzie się podziały...
Zapierająca dech w piersi grafika, na długo zapadająca w pamięć oprawa audio, niespotykana różnorodność poziomów i zwiedzanych światów, powalający na kolana humor i godziny przed konsolą spędzone za sprawą najbardziej lepkiego miodu w historii elektronicznej rozrywki, który na długo nie pozwoli Ci oderwać oczu od ekranu. Tak oto scharakteryzowałbym jedną z gier, która dotarła do mnie w ubiegłym tygodniu. Tragizm całej tej sytuacji leży w tym, że nie jest to pozycja na PS3, X360 czy nawet konsole poprzedniej generacji, lecz liczący sobie lat czternaście Donkey Kong Country na SNESa, gra o której można powiedzieć „wyprzedziła swą generację o lata świetlne” [koniec cytatu], gra której odpowiednika na próżno szukać w bibliotece pozycji systemów siódmej czy szóstej generacji. Spójrzmy prawdzie w oczy - teraz już takich gier nie robią, a szkoda wielka szkoda, bo przydałoby się kilka perełek wśród tumultu robionych na jedną modłę, możliwych do ukończenia w kilka godzin, pseudo kawałków kodu zwanych next-gen`owymi grami.Patrząc przez pryzmat wypowiedzi konsolowców (żeby nie napisać fanboy`ów) na mniejszych i większych serwisach poświęconych grą, na myśl nasuwa mi się następujący wniosek, tudzież wiadomość dla młodych graczy - zanim wejdziesz na publiczne forum i zaczniesz się chwalić swoją drogą, dopiero co wyjętą z pudełka konsolę, nie bluzgaj na innych i pamiętaj, że błogosławieni fanatycy starych systemów, albowiem właśnie oni poznali smak prawdziwej rozrywki.
Na koniec dzisiejszych wywodów, zgodnie z wcześniejszą obietnicą wrzucam na serwer zaktualizowaną listę zabawek.
Ugly Duckling - Turn It Up
10 luty 2008: Me buy video-consoles
Pierwszy kwartał bieżącego roku na najpopularniejszym polskim serwisie aukcyjnym stał pod znakiem niskich cen oraz bogatej oferty konsol i gier. Cóż, więc mógł zrobić skromny kolekcjoner i miłośnik elektronicznej rozrywki, jak nie skorzystać z okazji i nabyć kilka ciekawych pozycji, które przedstawiam Wam na poniższym zdjęciu: Na pierwszym planie widzimy gromadkę gier na 5 i 6 generację, podkreślmy... bardzo tanich gier bo co to jest ~50zł za Metal Gear Solid: Snake Eater, zestaw 3 gier na GameCube`a w identycznej cenie, czy kilkanaście złoty za kultowy Soul Blade. Nie omieszkam wspomnieć również o wspaniałym Tomb Raiderze dorzuconym z trzema innymi grami do widocznego w dalszym planie Saturna (100zł za cały zestaw - bezcen). Na wspomnianym wcześniej Saturnie historia segi się nie kończy - z drugiej strony fotki widać Master System II i kilka gier na tą platformę, którą z kompletnym osprzętem i grami udało się nabyć za pi razy oko 30zł. W końcu przytłoczona grami i SEGAmi w środkowej, wysuniętej do tyłu pozycji plasuje się jeden z najciekawszych systemów drugiej generacji - CBS ColecoVision.Tyle na dziś, kompletna rozpiska sprzętu w następnej aktalizacji.
All American Rejects - Top Of The World
20 stycznia 2008: CMS-Generacja
Dokładnie przed chwilą umieściłem na serwerze kolejną (0.9.1b) wersję swojego CMS`a, w której: dodałem obsługę wiadomości RSS, popełniłem estetyczne strony z komunikatami błędów (BD), dodałem możliwość zmiany danych strony (włącznie z meta-tag`ami) oraz wielkości miniatur w galerii, połatałem większe luki w bezpieczeństwie systemu oraz poprawiłem kilka pomniejszych błędów. Pragmatyczny changelog (dotyczących użytkowników końcowych, inaczej odwiedzających) do obejrzenia na stronie G-zilla: Q3mod.Z innych wiadomości - wiedziony impulsem nieznanego, prawdopodobnie pozaziemskiego pochodzenia uzupełniłem (gadulcowy) profil w serwisie MojaGeneracja.
Metallica - Fuel
13 stycznia 2008: motkarCMS v0.9b
Odnoszę wrażenie, że wraz z nadejściem 2008 roku stałem się dość monotematyczny na co wskazuje trzeci z kolei wpis na ten sam temat :] ... ale cóż uczynić skoro to dobry pretekst by przerzucić stare wiadomości do archiwum i utworzyć punkt wyjścia względem którego będę mógł komentować zmiany poczynione względem tytułowego systemu.Tak więc, motkarCMS w wersji rozwojowej v0.9b jest systemem modułowo-bazodanowym, na chwilę obecną umożliwiający podstawowe operacje - dodawanie, usuwanie i modyfikację treści w dostępnych działach (Aktualności, Download, Postęp i Galeria). Charakteryzuje go prostota użytkowania zarówno od strony użytkownika (skatalogowane treści, edytor WYSIWIG) jak i odwiedzającego (przejrzystość formy, intuicyjność nawigacji), zgodność z obowiązującymi standardami (HTML 4.01 i CSS2), bezpieczeństwo (szyfrowanie danych, mechanizm anty-floodowe) oraz implementacja popularnych standardów tj. AJAX.
Tyle jeśli chodzi o ogólny zarys obecnej wersji systemu, jeśli zać chodzi o przyszłość tego projektu to zwrócić należy uwagę na dwa fakty (a) motkarCMS z założenia obsługiwać ma niewielkie strony domowe (b) na rynku znajduje się multum płatnych i darmowych CMSów do obsługi dużych portali internetowych czy osób indywidualnych (np. blogi). Dlatego też tworzony przeze mnie zestaw skryptów nie będzie aspirował do stawania w szranki z WordPress czy PHP-Fusion, a swoją funkcjonalnością spróbuje wypełnić lukę między ww. systemami. Co za tym idzie, jego rozwój skierowany będzie na udoskonalanie obecnej formy (bugfix`y), także przez prowadzanie nowych technik (np. RSS dla niusów), a czasami i nowych działów treściowych (jak Linki dla przykładu). Nie uprzedzajmy jednak biegu wydarzeń - o mniejszych i większych zmianach w tworzonym systemie będę informował przy okazji kolejnych niusów.
Disturbed - This Moment
06 stycznia 2008: motkarCMS Released
Przy okazji ostatniego wpisu `zapomniałem` ;] napomknąć o planach na 2008 rok, a to z dwóch powodów - po pierwsze jak przystało na `nie-w-pełni-zdecydowaną` :] osobę nie skonkretyzowałem jeszcze ogólnych, tudzież pierwszoplanowych celów jakie postawię przed sobą w bieżącym roku, mógłbym się skusić co prawda na powtórną walkę z nałogiem tytoniowym, aczkolwiek wiem że z uwagi na brak motywacji i tak nic z tego wyjdzie.Po drugie zaś chciałem sobie zostawić pomniejsze, w zasadzie hobbystyczne cele na raz kolejny, tak bym dzisiaj mógł Wam konkretnie napisać, że w kwestii web-developingu planuje odejść od podejścia ilościowego na rzecz jakościowego, a dokładniej dwóch projektów nad którymi chce się skupić w tym roku.
Pierwszy z nich to oczywiście kolejna odsłona PSEmu.pl, o czym pisałem już kilkukrotnie na łamach blogu... i tutaj, jak na chwile obecną prace ograniczają się do kilku stron B5, na których wybazgroliłem ogólne założenia i zmiany jakie chcę wprowadzić do ww. serwisu. Z ważniejszych wymienić warto by zastąpienie zupy tagowej na w pełni zgodny z obowiązującymi standardami kod (x)HTML, czy tak modne w chwili obecnej przejście na portal tworzony w dużej mierze przez użytkowników... ale jak pisałem to na razie plany, zaś więcej szczegółów przedstawię przy okazji któregoś kolejnych wpisów, jako że oficjalne prace nad PSEmu.pl v2 ruszą już za dni 17, kiedy to wspomnianej stronie wybije 2000 dni działalności.
Drugi projekt to System Zarządzania Treścią (z ang. Content Managment System, w skrócie CMS) mojego autorstwa, który pisze od jakiegoś czasu z myślą o stronach domowych niewielkiego kalibru. motkarCMS - bo tak zwie się owy zestaw skryptów - jest w chwili obecnej w ... że się tak wyrażę ...fazie testów użytkowych, czyli opublikowałem w dużym stopniu funkcjonalną wersję systemu, który jest zarazem na tyle niedopracowany, że wymaga sporo poprawek oraz implementacji dodatkowej funkcjonalności. Co ciekawe z uwagi na wspomnianą publikację, istnieje możliwość śledzenia zmian nie tylko we wpisach jakie będę zamieszczał na blogu ale również w funkcjonalnej wersji CMS, na której bazuje strona projektu G-Zilla, o którym pisałem na początku listopada 2007 roku.
Teriyaki Boyz - Tokyo Drift
01 stycznia 2008: Happy New Year
Witam, co prawda nie w starym 2007 roku jak pisałem poprzednio, a w nowym 2008 roku, jednakże patrząc na dzisiejszą datę z czystym sumieniem stwierdzam, iż mieszczę się w granicy błędu :] Co więcej, dzień dzisiejszy nie tylko skłania do refleksji nad minionym rokiem, ale umożliwia wysunięcie długoterminowych planów na rok obecny, a więc do dzieła.Rok 2007 z pewnością mogę zaliczyć do udanych, a to z kilku powodów: po pierwsze na przekór panującej opinii, że polski rynek pracy ssie, udało mi się znaleźć ciekawą, kompatybilną z moimi zainteresowaniami, dającą szanse rozwoju w zamierzonym kierunku, zdobycia tak potrzebnego doświadczenia, wcale niegłupio płatną, a co za tym wszystkim idzie dającą satysfakcję pracę. Po drugie, co związane jest z wcześniejszym wywodem udało mi się poczuć przyjemny fetor gotówki, tudzież poprawić sytuację finansową [niech ktoś odważy się powiedzieć że pieniądze szczęścia nie dają :] W końcu, po trzecie udało mi się zrealizować kilka mniejszych lub większych celów, które postawiłem przed sobą w ubiegłym roku, takich jak choćby: ustosunkowanie się do obowiązku służby wojskowej, ustabilizować choć w niewielkim stopniu sytuację zawodową oraz finansową, zakupić nowe konsole do kolekcji :], poszerzyć wiedzę i umiejętności dot. szeroko pojętego tematu sieci komputerowych, utrzymać przy życiu staruszkę PSEmu.pl, w końcu rozwinąć umiejętności w dziedzinie web-developingu z szczególnym naciskiem na jakość standaryzowanego kodu i zastosowaniu technik takich jak AJAX czy CSS oraz, co najważniejsze poparcie nabytych umiejętności praktyką, tudzież publikacjami. Tyle jeśli chodzi o sukcesy, dla zachowania pozorów skromności wypadałoby napisać coś negatywnego na swój temat :] Jeśli więc chodzi o porażki 2007 r. to do tejże kategorii zaliczyłbym (a) sytuację rodzinną, choć może lepiej to nazwać tragizmem sytuacyjnym, aniżeli porażką, choć mam wrażenie, że jedno nie różni się niczym od drugiego (b) sytuacje maści wszelakiej na gruncie towarzyskim, bo choć na niektórych postępowanie moje jest oznaką dojrzałości, a sam lubię zasłaniać się obowiązkami, wynikającym z nich brakiem czasu czy innymi mniej lub bardziej sensownymi wymówkami to musze szczerze przyznać, że na opisywanym gruncie mam gigantyczne zaległości... i to głównie ze względu na lenistwo, nieuzasadnione i nie rzadko śmieszne obawy, czy dziwne wewnętrzne opory, wreszcie (c) aktywności związane z płcią przeciwną, bo choć: małżeństwa po trzydziestce są w modzie, mam obecnie zgoła inne priorytety oraz makabrycznego pecha do przedstawicielek płci przeciwnej to żaden z wymienionych argumentów nie powinien usprawiedliwiać niechęci, czy wręcz strachu przed związkami. Skoro już przy tym jestem, to nadmienić chciałbym także, a tym samym uprzedzić wszystkich wszem i wobec, że jeśli jeszcze raz ktoś złoży mi noworoczne życzenia opierające się, bądź choćby zawierające wzmiankę o znalezieniu wymarzonej partnerki to po prostu wyjdę z siebie. Koniec marudzenia.
Rok 2008, czy będzie dla mnie przychylny to się dopiero okaże, więc skromnie :] zacznę od tego czego bym sobie w nim życzył: przede wszystkim by chciało mi się tak jak mi się nie chce, czyli chęci, chęci do pracy nad sobą zarówno pod względem kondycji fizycznej (bo to mi się przyda) jak i pracy nad charakterem (bo tu wciąż jest dużo braków), siły do zmagań z dniem codziennym oraz cierpliwości i wyrozumiałości w stosunku do napotkanych w jego trakcie osób, dotychczasowej przychylności losu i wytrwałości w dążeniu do celów, bez względu czy postawi je przede mną życie czy ja sam. Korzystając z okazji chciałbym dołożyć do wcześniejszego grona postulatów życzenia wszelkiej pomyślności, zdrowia oraz spełnienia wszelkich marzeń i złożyć je na ręce wszystkich ludzi, których miałem okazję poznać w ubiegłym oraz w wszystkich poprzednich latach, a także osób które dopiero poznam, lub nie poznam nigdy :) The end.
Serj Tankian - Empty Walls



